Mazowsze. Serce Polski, nr 3 (95) 2026

Tu żyje się wolniej

Para przed domkiem.

Coraz więcej osób z Mazowsza, po latach spędzonych w Warszawie czy na emigracji, wraca do swych małych, rodzinnych miejscowości. Jest też mnóstwo ludzi, którzy zmęczeni stolicą wyprowadzają się w głąb naszego regionu, do wsi, z których nie pochodzą.

Marlena Przygodzka pochodzi z Pułtuska, a jej mąż spod tego miasta. Do Warszawy przeprowadzili się za pracą. Kupili w stolicy mieszkanie, na perfyeriach. W tym mieście przyszły na świat ich dzieci. Mieszkali w Warszawie 15 lat, po czym w zeszłym roku przeprowadzili się na wieś pod Pułtuskiem.

– Gdy mieszkaliśmy w stolicy, często jeździliśmy do naszych rodziców i spędzaliśmy tam tyle czasu, ile mogliśmy – opowiada pani Marlena. – Ciągnęło nas w rodzinne strony. Kiedy odziedziczyłam działkę po babci pod Pułtuskiem, wtedy przyszła nam do głowy myśl, żeby ją wykorzystać na nasze potrzeby. Całe życie marzyłam o drewnianym domu, więc nadarzyła się świetna okazja, żeby to marzenie ziścić.

W 2022 roku ich dom był gotowy do zamieszkania. Spędzali w nim weekendy, święta, wakacje. Z drugiej strony, ich synowie byli coraz więksi i w 55-metrowym warszawskim mieszkaniu zaczęło im być za ciasno.

– Mieliśmy alternatywę: albo kupić większe mieszkanie w Warszawie albo przeprowadzić się do naszego domu na wsi. Mieszkania w stolicy bardzo wtedy zdrożały, a w dodatku nasz młodszy syn, który skończył przedszkole, nie został przyjęty do szkoły, do której uczęszczało już starsze dziecko. Dowożenie dzieci w stolicy do szkół to droga przez mękę, stanie w korkach, ogromna presja czasu. Na dodatek szkoły w dzielnicy, w której mieszkaliśmy, są przepełnione, nauka odbywa się na dwie zmiany.

To wszystko złożyło się na ich decyzję o przeniesieniu się pod Pułtusk na stałe. Przeprowadzili się tam jesienią 2025 roku. I dziś nie żałują tej decyzji. Ich dzieci uczą się w najlepszej pułtuskiej podstawówce, tej samej, do której uczęszczała pani Marlena. W klasach jest mniej dzieci i nie ma mowy o nauce na dwie zmiany.

– Przeprowadzka podniosła znacznie jakość naszego życia – zapewnia pani Marlena. – W dużym mieście żyje się zdecydowanie szybciej, a na wsi tempo życia jest spokojniejsze. Tu się nie musimy spieszyć, wszędzie mamy blisko. Mieszkamy pod lasem, więc korzystamy na co dzień z ciszy i bliskości natury.

Jedyną niedogodnością jest to, że pani Marlena musi dojeżdżać do pracy w Warszawie. Ale jej mąż, który też pracował w stolicy, przebranżowił się i znalazł pracę na miejscu. I tę zmianę ocenia zdecydowanie na plus.

Nowe trendy

To jedna z wielu takich historii na Mazowszu. Ale zanim przejdziemy do kolejnych, spojrzymy jeszcze na to zjawisko z lotu ptaka, próbując uchwycić główne trendy demograficzne w naszym regionie. Po pierwsze – tak, jak w całej Polsce, w zdecydowanej większości mazowieckich miast i gmin jest więcej zgonów niż urodzeń. Miejscowości, gdzie jest inaczej, to na ogół okalające miasta – wsie, które korzystają na zjawisku zwanym suburbanizacją. Polega ono na przenoszeniu się mieszkańców miast na tereny podmiejskie, z mieszkania w bloku do domku na wsi. Suburbanizacja przybrała na Mazowszu masową skalę, zwłaszcza w aglomeracji warszawskiej, ale dotyka niemal wszystkich mazowieckich miast.

Wyludnia się też wiele bardziej oddalonych od miast gmin wiejskich, szczególnie tych peryferyjnie położonych. Ale w naszym województwie jest jeszcze jeden bardzo ciekawy trend: coraz więcej ludzi, po latach spędzonych w Warszawie czy na emigracji wraca do swych małych, rodzinnych miejscowości. I nie są to tylko emeryci. Od czasów pandemii i upowszechnienia się pracy zdalnej jest też mnóstwo osób, które zmęczone Warszawą przenoszą się, ale nie w przysłowiowe Bieszczady, tylko w głąb Mazowsza, do miejscowości, z których nie pochodzą. To wynika też, o czym była już mowa, z astronomicznych dziś cen zakupu i wynajmu mieszkań w Warszawie i jej sąsiedztwie, które tylko w części rekompensują wyższe zarobki w stolicy.

Tańsza wieś

Tak było w przypadku Ewy Szczepańskiej i Jadwigi Księżopolskiej, liderek Fundacji Wkra Możliwości.

– Byłam w trzeciej ciąży, wynajmowaliśmy mieszkanie i chcieliśmy kupić własne lokum – opowiada pani Ewa, która jest nauczycielką. – Ale w Warszawie przy naszej ówczesnej zdolności kredytowej stać by nas było maksymalnie na dwupokojowe, za małe dla naszej rodziny. Mieliśmy pomysł, żeby kupić coś większego w Kobyłce. Ale podczas pandemii wypowiedziano nam umowę najmu i w związku z tym pomieszkiwaliśmy u teściów. Sąsiadce z dołu bardzo przeszkadzały nasze dzieci. I wtedy stwierdziliśmy, że w nowym mieszkaniu może być podobnie, że lepszy będzie dom.

Ze względu na ograniczoną zdolność kredytową musieli wybrać jakieś tańsze miejsce, a więc bardziej oddalone od Warszawy. Padło na Królewo w gminie Joniec. Gdy pojechali tam po raz pierwszy, miejsce ich urzekło.

– To piękne tereny – mówi Ewa Szczepańska. 

Kupili dom w stanie deweloperskim, a z przyznanego przez bank kredytu starczyło im nie tylko na wykończenie domu, ale też na zakup pompy ciepła i fotowoltaiki.

Przyjaciółka pani Ewy, Jadwiga Księżopolska, jest rodowitą Warszawianką. Zanim przeprowadziła się do wsi Kadłubówka w gminie Nowe Miasto, całe życie mieszkała w Warszawie. Ona także wynajmowała z mężem mieszkanie w stolicy i jej również marzył się dom. Koszty wynajmu mieszkania w Warszawie były tak wysokie, że zdecydowali się na własny dom na wsi.

– W naszej okolicy mieszka wiele osób, które przeniosły się tutaj ze stolicy – mówi pani Jadwiga.

U siebie

Historia Anny Elsner, sołtyski Woli Cygowskiej i szefowej tamtejszego KGW, to kolejny przykład powrotu w rodzinne strony. Pani Anna ze swojej wsi, Woli Ręczajskiej (gmina Poświętne), wyprowadziła się w wieku 18 lat.

– Bardzo chciałam opuścić wieś, mieszkać w mieście i korzystać z jego możliwości – opowiada. – Po kilku latach zauważyłam, że chętnie wracam na wieś i zaczęłam za nią tęsknić. Szczególnie nasiliło się to, gdy założyłam już własną rodzinę. Wtedy też zaczęłam rozmawiać z mężem o wyprowadzce poza miasto. Mój mąż wychował się na Śląsku, zawsze mieszkał w mniejszym lub większym mieście i nie do końca podzielał mój optymizm. Zależało mu na dobrym dojeździe do pracy w Warszawie.

Najpierw więc wyprowadzili się z Warszawy do podwarszawskich Ząbek, a ostatecznie w 2016 roku do wsi Wola Cygowska, która sąsiaduje z rodzinną miejscowością pani Anny. Szalę przechylił ich najstarszy syn, który miał rozpocząć naukę w szkole podstawowej. W Ząbkach było bardzo dużo dzieci, klasy przepełnione.

– Baliśmy się, czy uda nam się zapisać dziecko do szkoły, a tymczasem z mojej wiejskiej podstawówki przyszło zaproszenie do tej placówki – mówi pani Anna. – Dodatkowo mój mąż od jakiegoś czasu pracował w wyłącznie zdalnie. Taki splot zdarzeń wpłynął na naszą szybką decyzję. W czerwcu znaleźliśmy w Woli Cygowskiej nieruchomość do zakupu, a w sierpniu urodziłam córkę i zapisałam najstarszego syna do mojej podstawówki w Poświętnem.

Anna Elsner dodaje, że choć w tym wszystkim było sporo szaleństwa, to ona czuła się bezpiecznie. W gminie Poświętne mieszkała i nadal mieszka jej rodzina, ma tu głęboko zapuszczone korzenie. Dużo osób rozpoznawało ją na ulicy, choć od jej wyprowadzki do stolicy minęło 12 lat. Gdy weszła do szkoły w Poświętnem, ze zdumieniem odkryła, że dyrektorką tej placówki jest ta sama pani, co za jej szkolnych czasów. Sekretarką była dziewczyna, z którą chodziła do podstawówki, a wychowawcą syna została osoba z jej rodziny… 

– Kiedyś bardzo chciałam uciec ze wsi, a już jako dojrzała kobieta, pragnąca dać swojej rodzinie to, co najlepsze, jeszcze bardziej chciałam na wieś wrócić – mówi pani Anna.

Kluczowa droga

Powroty w rodzinne strony i wyprowadzki w głąb Mazowsza przybrały w naszym regionie już naprawdę dużą, zauważalną w danych GUS, skalę. Jest już sporo takich mazowieckich gmin, które nie są w bezpośrednim sąsiedztwie Warszawy i innych miast, a mimo to przeprowadza się do nich wiele osób, dzięki czemu przybywa im mieszkańców. W największym stopniu dotyczy to miejscowości, które są połączone z Warszawą drogą szybkiego ruchu. W należącej do tego grona gminie Nadarzyn liczba mieszkańców w latach 2010-2024 wzrosła o 61%, w gminie Żabia Wola o 56%, Prażmów – o 43%, Jaktorów i Radziejowice – po 27%, a Klembów o 25%.

Ale są też takie miejscowości, z których jest jeszcze dalej do Warszawy, a mimo to do nich też przeprowadza się więcej osób niż wyprowadza. To m.in. gminy: Grabów nad Pilicą, Górzno, Pokrzywnica, Osieck, Kołbiel, Puszcza Mariańska czy wspomniane już wyżej Poświętne i Joniec.

– Nasza gmina jest jedną z dwóch w całym powiecie, którym w ostatnich latach przybyło mieszkańców – cieszy się wójt gminy Joniec, Marek Czerniakowski. – I to wynika właśnie z tego, że dużo osób do nas się przeprowadza. To bierze się z kilku czynników. Po pierwsze dzięki przebudowie „siódemki” na drogę ekspresową mamy coraz lepszy dojazd do stolicy. Po drugie w naszej gminie są słabe grunty, więc mieszkańcy sprzedają je pod zabudowę i działki rekreacyjne. Chętnych nie brakuje, bo mamy dużo lasów, zero przemysłu i piękną rzekę Wkrę. Na 2687 stałych mieszkańców naszej gminy jest u nas 4 tys. działek rekreacyjnych.

Dużo nowych mieszkańców napływa też do gminy Puszcza Mariańska. Jej wójt, Krzysztof Boryna, mówi, że dzieje się tak z paru powodów. Gmina ma dobre i szybkie połączenie z Warszawą, kolejowe – Kolejami Mazowieckimi, a drogowe – przez trasę ekspresową S8 i autostradę A2. Mieszkańców przyciągają też walory rekreacyjne gminy i jej okolic. Jest tam Puszcza Bolimowska, park krajobrazowy, rezerwaty przyrody, malownicza rzeka Rawka. Samorząd gminny reaktywował niedawno dom kultury w Puszczy Mariańskiej, więc zaczęło się tam toczyć także życie kulturalne. W niedalekim sąsiedztwie, w centrach logistycznych w gminach Mszczonów i Wiskitki, są setki miejsc pracy. Nie trzeba więc dojeżdżać do stolicy, by mieć zatrudnienie. I to wszystko, w połączeniu z niższymi (niż bliżej Warszawy) cenami działek sprawia, że w gminie powstaje dużo nowych domów.

Punktem zwrotnym była pandemia, bo wtedy ludzie zaczęli masowo kupować tam działki i to cały czas trwa. Podobnie jest w innych miejscowościach, które mają malownicze tereny. Ten sielski obrazek zakłóca w niektórych przypadkach tylko jedno. Ewa Szczepańska i Jadwiga Księżopolska, zanim przeprowadziły się na wieś, mieszkały tylko w mieście. Nie znały realiów wiejskiego życia. Negatywnie zaskoczył je w nowym miejscu zamieszkania brak transportu publicznego, fakt, że wszędzie trzeba jeździć własnym autem, na zakupy, do lekarza, do urzędu, ale i dowozić dzieci do szkoły czy na zajęcia dodatkowe do najbliższego miasta. Bo takich zajęć, w bardzo wielu gminach wiejskich, na miejscu nie ma. I podobnie jest itd. z ofertą dla mam z małymi dziećmi.

To dlatego Ewa Szczepańska założyła Fundację Wkra Możliwości, która w pierwszej kolejności zaczęła organizować kluby malucha, w których mamy mogły zostawić swe pociechy na jakiś czas. Potem fundacja, do której dołączyła Jadwiga Księżopolska, zrealizowała wiele innych projektów, polegających itd. na organizacji dodatkowych zajęć dla dzieci. To podziałało mobilizująco na tamtejsze lokalne społeczności i dziś dzieje się tam, w tej sferze, dużo więcej niż wcześniej, itd. wiejskie przedszkola organizują półkolonie w ferie.

Na koniec warto dodać jeszcze jedno: w ostatnich dwóch dekadach infrastruktura (drogi, chodniki, kanalizacja, wodociągi, oświetlenie uliczne itd.), szkoły i przedszkola, baza sportowa w większości mazowieckich gmin wiejskich bardzo się poprawiły. I często niczym nie różnią się już od tego, czym dysponują miasta (ogromny udział miały w tym programy wsparcia Samorządu Województwa Mazowieckiego, z których dofinansowywano setki inwestycji na terenach wiejskich). I to też jedna z odpowiedzi na pytanie, dlaczego tylu mieszkańców mazowieckich miast przeprowadza się na wieś.


 Janina Ewa Orzełowska, członkini zarządu województwa mazowieckiego (klub TD PSL-PL2050)

– Mazowsze staje się dziś miejscem powrotów do spokoju, natury i lokalnych wspólnot. Coraz więcej osób dostrzega potencjał życia poza miastem, a naszym zadaniem jest tworzenie warunków, które sprzyjają tym zmianom. Wspieramy rozwój obszarów wiejskich poprzez inwestycje w infrastrukturę, poprawę jakości życia oraz wzmacnianie lokalnych społeczności. Dzięki temu mazowiecka wieś zyskuje nową energię i staje się atrakcyjnym miejscem do życia i rozwoju. To przestrzeń, w której tradycja harmonijnie łączy się z nowoczesnością.


Artur Pozorek zastępca dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie

– Najczęstszą formą pracy zdalnej jest obecnie praca hybrydowa, która bardzo u nas się upowszechniła. Po ustaniu obostrzeń pandemicznych był lekki odwrót od niej, ale już w 2022 roku ta tendencja się zmieniła i praca hybrydowa stała się trwałym elementem naszej rzeczywistości. To sprawia, że dziś można mieć dobrą pracę mieszkając z dala od dużego miasta. Sprzyja temu także rozwój infrastruktury drogowej i telekomunikacyjnej, w tym szerokopasmowych sieci internetowych, a także cyfryzacji, dzięki której wiele spraw można załatwić on-line, co również ułatwia życie w małych miejscowościach. To wszystko zaś przyczynia się do równomiernego rozwoju naszego regionu.


Koniec emigracji

Według ostatnich danych GUS prawie ustała emigracja z Mazowsza za granicę, a jest za to już sporo powrotów z emigracji. Mazowszanie wracają nie tylko do dużych miast, ale też do wielu mniejszych miejscowości.


Gdzie nie brakuje pracy

Niskim bezrobociem może na Mazowszu pochwalić się dziś nie tylko aglomeracja warszawska, ale także m.in. Siedlce i okalające ją gminy oraz powiaty: grójecki, sochaczewski, wyszkowski, łosicki i sokołowski.


 Mazowsze wspiera

Samorząd Województwa Mazowieckiego ma ponad 20 programów wsparcia, które w dużym stopniu adresowane są do gmin wiejskich i dzięki którym podnosi się jakość życia na tych terenach, m.in. poprzez dofinansowanie inwestycji infrastrukturalnych i budowy świetlic wiejskich. Jednym z tych programów jest Instrument Wsparcia Inwestycji Samorządowych „Mazowsze pomaga”.


UWAGA
Informacje opublikowane przed 1 stycznia 2021 r. dostępne są na stronie archiwum.mazovia.pl

Powrót na początek strony