Mazowsze. Serce Polski, nr 4 (96) 2026
Ekorolnictwo to powrót do korzeni
Ci, którzy są sceptycznie nastawieni do żywności ekologicznej, twierdzą, że więcej w jej przypadku marketingu niż rzeczywistych korzyści dla zdrowia. Ale badania naukowe mówią co innego. Wynika z nich, że powinniśmy jak najczęściej sięgać po produkty z gospodarstw ekologicznych, których na Mazowszu są już setki.
Według ostatnich danych Inspekcji Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IHARS) w województwie mazowieckim jest 2,5 tys. gospodarstw, które mają certyfikat ekologiczny. Mogłoby się wydawać, że to dużo, ale wszystko zależy od skali porównawczej, jaką przyjmiemy. Bo ekofarmy stanowią mniej niż 2% wszystkich gospodarstw rolnych na Mazowszu. Na dodatek, w ostatniej dekadzie, gospodarstw ekologicznych bardzo niewiele u nas przybyło. Można więc mówić o pewnym impasie w rozwoju mazowieckiego ekorolnictwa.
Nie jest to jednak tylko specyfika naszego województwa, bo w całej Polsce ten segment produkcji rolnej jest mniej rozwinięty niż w większości krajów UE, a ekologiczna żywność cieszy się w naszym kraju mniejszą popularnością niż na zachodzie Europy.
Ekoatuty
Dzieje się tak, mimo że zarówno naukowcy, jak i ci, którzy już kupują żywność ekologiczną, nie mają wątpliwości, że zdecydowanie warto po nią sięgać. W gospodarstwach ekologicznych nie stosuje się nawozów sztucznych, chemicznych środków ochrony roślin (pestycydów), a w przypadku hodowli zwierzęta karmione są ekologiczną paszą, dba się o ich tzw. dobrostan, i prawie wcale nie podaje im się antybiotyków – powszechnych w fermach przemysłowych.
– Krowy mleczne w gospodarstwach ekologicznych żyją dużo dłużej niż w konwencjonalnych – mówi Daria Żebrowska, która razem z rodzicami prowadzi w miejscowości Turna (powiat węgrowski) ekofarmę z bydłem mlecznym i ekologiczną przetwórnię mleka pochodzącego z tego gospodarstwa. – Odkąd przeszliśmy na ekologię, nasze krowy mniej chorują, są odporniejsze, bo po prostu jest im zdecydowanie lepiej niż w konwencjonalnej hodowli, nie są tak eksploatowane, rzadziej są zapładniane. Więcej czasu spędzają na zewnątrz, na pastwiskach, a w oborze żadna z naszych krów nie jest uwiązana, mogą po niej swobodnie chodzić i wyjść na zewnątrz, kiedy chcą. No i mamy własne, pochodzące z naszego gospodarstwa ekologiczne pasze.
Mariusz Farat z Rososzy (gmina Wąsewo), prowadzący ekologiczną hodowlę drobiu, mówi, że jest ona bliska temu, jak dawniej, w małych gospodarstwach, hodowało się kury, gęsi czy kaczki. W kurnikach Farata kury chodzą luzem, mają wielokrotnie więcej miejsca niż w przemysłowych hodowlach, a do tego są żywione ekopaszami.
– Mam 2 tys. sztuk drobiu, podczas gdy w przemysłowej hodowli w jednym kurniku mieści się nawet 100 tys. sztuk – mówi Farat.
Hubert Filipiak, właściciel ekologicznego gospodarstwa sadowniczego „Ekojabłonka” z Tarczyna, opowiada, że aż cztery instytucje kontrolują takie gospodarstwa. Sprawdza się, czy rzeczywiście stosują one ekologiczne metody produkcji.
– Niektórzy mówią, że ekologiczny certyfikat można sobie załatwić, nie spełniając ustawowych wymogów rolnictwa eko. Ale to nie jest możliwe. Drugim mitem jest to, że ekologicznych sadów w ogóle się nie pryska. To także nieprawda, bo można stosować opryski, ale nie syntetycznymi środkami chemicznymi, tylko takimi, które są w rolnictwie ekologicznym dopuszczone, kopalinami pochodzenia naturalnego oraz środkami biologicznymi, nieszkodliwymi dla ludzkiego zdrowia, np. ekstraktami roślinnymi, olejkami eterycznymi, substancjami wytwarzanymi przez bakterie czy drożdże – opowiada Filipiak.
W ekologicznym sadownictwie stosuje się również feromony, które dezorientują szkodliwe owady i sprawiają, że ich samce nie mogą znaleźć samic. Ekologiczne środki, w przeciwieństwie do chemicznych, nie wnikają też w głąb roślin, działają powierzchniowo, szybko się dezaktywują. Inaczej mówiąc, w rolnictwie ekologicznym nie stosuje się toksycznych środków chemicznych, których zadaniem jest wytruć niepożądane owady, grzyby czy chwasty. Takie środki sprawiają, że brakuje naturalnych wrogów szkodliwych owadów (jeśli te drugie wybija się chemią do szczętu, to ich naturalni wrogowie też znikają, bo nie mają się czym pożywić). Natomiast w ekologicznym sadzie, dzięki jego wysokiej bioróżnorodności, łatwiej jest sobie poradzić z plagą jakichś szkodników.
Ważne jest też to, w jaki sposób prowadzi się przetwórstwo. Bo to ekologiczne też bardzo różni się od tego, jakie stosuje się w wielkich zakładach produkujących żywność.
– Nasze mleko sprzedajemy wyłącznie w szklanych butelkach, podobnie jogurty i śmietanę, żeby nie były zanieczyszczone mikroplastikiem. Nasze mleko jest też niskopasteryzowane, a przez to ma tylko 10 dni trwałości – opowiada Daria Żebrowska.
Dla zdrowia
To wszystko razem sprawia, że według konsumentów ekożywność jest smaczniejsza od produktów pochodzących z konwencjonalnych gospodarstw. Naukowcy zaś dodają, że jest ona przede wszystkim od nich zdrowsza.
– Potwierdzają to bardzo liczne badania naukowe, według których pozostałości chemicznych pestycydów w produktach rolnych są ogromnie szkodliwe dla ludzkiego zdrowia – mówi prof. Ewa Rembiałkowska z Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. – Kumulowane przez lata w naszych organizmach przyspieszają inicjację nowotworów, negatywnie wpływają na płodność, zwiększają częstotliwość występowania zagrożonych ciąż i wad rozwojowych.
Prof. Rembiałkowska dodaje, że duże znaczenie ma też to, iż w rolnictwie ekologicznym nie stosuje się nawozów syntetycznych. Jak wskazuje ekspertka, zdarza się, że nawozy fosforowe zawierają kadm, groźny dla ludzkiego zdrowia.
– To jednak nie wszystko, ponieważ przy syntetycznym nawożeniu mineralnym w roślinach gromadzi się dużo azotanów, które, jeśli jest ich nadmiar, kumulują się w ludzkim organizmie, przekształcają się w nim w azotyny. Te z kolei łączą się z aminami, tworząc nitrozoaminy. Zaś niektóre z nitrozoamin są silnie rakotwórcze. Jeśli przez wiele lat jesteśmy narażeni na nadmiar azotanów w jedzeniu, czy w wodzie pitnej może to prowadzić do nowotworów krwi i układu pokarmowego. Szkodliwy jest też nadmiar antybiotyków w żywności, spowodowany stosowaniem ich na fermach konwencjonalnych. Prowadzi on bowiem do wzrostu liczby bakterii opornych na antybiotyki – tłumaczy badaczka z SGGW.
Przywołuje też dane, z których wynika, że żywność z ekologicznych gospodarstw ma znacznie wyższą wartość niż ta konwencjonalna – zawiera dużo więcej prozdrowotnych związków bioaktywnych, przede wszystkim polifenoli, ale też karotenoidów, witamin i składników mineralnych.
Jabłka nie idealne
Biorąc to pod uwagę, może dziwić to, że rolnictwo ekologiczne w Polsce na razie dość wolno się rozwija, a ekożywność to u nas wciąż bardzo niewielka, rynkowa nisza. Z czego to wynika? Przyczyn jest wiele. Jedną z głównych jest fakt, że bardzo wielu Polaków, kupując żywność, kieruje się głównie ceną. W spożywczym handlu detalicznym w naszym kraju jest bardzo silna konkurencja i duże sieci sklepów z jedzeniem walczą o rynek przede wszystkim jak najniższymi cenami. Tymczasem ekologiczna żywność jest sporo droższa od konwencjonalnej.
– To wynika z faktu, że w rolnictwie ekologicznym, nie wspomaganym chemicznymi pestycydami i sztucznymi nawozami, plony są sporo niższe i dużo większa – niż w przypadku konwencjonalnych upraw – część ekologicznych owoców oraz warzyw nie ma takiego wyglądu, by można je było sprzedać w handlu detalicznym. A tę część trzeba kierować do przetwórstwa, gdzie uzyskuje się dużo niższe ceny. To niestety też wina konsumentów, którzy nie chcą kupować warzyw i owoców, niewyglądających idealnie. Np. nie sięgną po jabłka, nawet spod znaku eko, które są niesymetryczne, słabo wybarwione czy mają jakieś skazy na skórce – mówi Hubert Filipiak.
Dodaje, że przechodząc na ekologiczną produkcję, trzeba najpierw stosować się do jej zasad przez 2-3 lata, zanim uzyska się ekologiczny certyfikat. Ale nie można w tym czasie, przed zdobyciem certyfikatu, sprzedawać swej żywności jako ekologicznej. Sprzedaje się więc ją jako zwykłą, po dużo niższych cenach. To wielu zniechęca do przestawienia się na ekorolnictwo.
Trudna sprzedaż
Nadzieją może napawać fakt, że w Polsce dużą popularnością cieszą się osiedlowe warzywniaki i bazarki z żywnością, choć zwykle są one droższe niż dyskonty i hipermarkety.
– Ludzie kupują owoce czy warzywa na bazarku, bo często słyszą od sprzedawców, że to nie jest pryskane. Powinniśmy wtedy pytać o certyfikat to potwierdzający i obserwować reakcję sprzedawcy – mówi ekologiczny sadownik z Tarczyna, którego zdaniem takie zapewnienia zwykle nie mają pokrycia w rzeczywistości.
Popularność osiedlowych warzywniaków i bazarków oznacza jednak, że żywność ekologiczna mogłaby się cieszyć u nas większym powodzeniem, gdyby była (tak jak na zachodzie Europy) bardziej dostępna, gdyby łatwiej ją można było kupić. Polscy ekorolnicy produkują na ogół na zbyt małą skalę, by mogli zostać dostawcami dużych sieci handlowych. Z kolei właściciele sklepów ekologicznych w Polsce często zakładają, że ekożywność to produkty ekskluzywne, luksusowe i dlatego można w ich przypadku stosować bardzo wysokie marże. W efekcie przeciętny klient może być zszokowany wysokością cen produktów spożywczych w ekologicznych sklepach.
Mariusz Farat opowiada, że w jego gospodarstwie można kupić kurczaka w cenie 25 zł za kg, ale ten sam kurczak w sieci ekologicznych sklepów kosztuje 4 razy więcej. A to tylko jeden z wielu tego typu przykładów. Ekologiczni rolnicy z Mazowsza muszą więc szukać innych kanałów zbytu, żeby móc sprzedać swoje produkty.
Farat prowadzi m.in. sprzedaż bezpośrednią i ma wielu stałych klientów, którzy tą drogą kupują jego produkty. Albo sam im je dostarcza (także wysyłkowo) albo kupują je u niego w gospodarstwie. Korzysta też z portali, które zajmują się sprzedażą żywności. Państwo Żebrowscy z Turny, właściciele ekologicznej mlecznej ekofarmy i mleczarni „Turvita”, dostarczają swe produkty do zwykłych sklepów spożywczych. I to dobrze im się sprawdza.
Hubert Filipiak też prowadzi sprzedaż bezpośrednią. W znalezieniu klientów bardzo pomaga mu bliskość Warszawy.
– Mój model sprzedaży jest bardzo zróżnicowany – mówi. – Oprócz klientów indywidualnych, których mam już setki, zaopatruję też szkoły, przedszkola, restauracje, sklepy delikatesowe, wszystkie miejsca, które szukają owoców wysokiej jakości. Kolejny kanał sprzedaż to sklepy ekologiczne i zaopatrujące je hurtownie. Jeśli mam urodzajny rok, sprzedaję swe owoce także firmom eksportującym ekologiczną żywność do Niemiec i Skandynawii. A druga gałąź sprzedaży to przetwórstwo, gdzie trafiają owoce, które nie nadają się do sprzedaży detalicznej jako deserowe.
Wbrew stereotypom
To, że rolnictwo ekologiczne nie rozwija się w Polsce szybko, wynika z jeszcze jednego powodu. Z tego, że wielu konwencjonalnych rolników podchodzi do rolnictwa ekologicznego sceptycznie. I denerwuje się, gdy słyszy, że żywność dzieli się na zdrową ekologiczną i niezdrową konwencjonalną. Zapewniają, że ta druga też jest – w krajach UE – kontrolowana, badana pod kątem spełniania norm w zakresie pozostałości pestycydów, a w związku z tym bezpieczna. Innymi słowy, według konwencjonalnych rolników można powiedzieć co najwyżej, że żywność ekologiczna jest zdrowsza od konwencjonalnej.
– Trend, by zmniejszać stosowanie nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin jest słuszny – mówi Leszek Przybytniak, sadownik spod Grójca i radny województwa (klub TD PSL-PL2050). – Robią to też konwencjonalni rolnicy, którzy zastępują dziś część środków chemicznych biologicznymi. I robiliby to jeszcze w większym stopniu, gdyby nie fakt, że na rynku jest za mało środków biologicznych. Bo koncernom produkującym środki ochrony roślin bardziej opłaca się produkować te chemiczne niż biologiczne. Trzeba przy tym dodać, że nawozy sztuczne i chemiczne środki ochrony roślin zwiększają plony i bez nich na świecie byłoby za mało żywności.
Z takim poglądem nie zgadza się prof. Rembiałkowska. Z jednej strony twierdzi, że nie ma bezpiecznych dla ludzkiego zdrowia dawek chemicznych pestycydów. Z drugiej zaś przekonuje, powołując się na prace noblisty w dziedzinie ekonomii Amartyi Sena, że jeśli gdzieś na świecie brakuje żywności, to nie z powodu nie stosowania sztucznych nawozów i pestycydów. Ale to już zupełnie osobna dyskusja.
Samorząd wspiera
Najważniejszym działaniem Samorządu Województwa Mazowieckiego na rzecz żywności tradycyjnej (ekologicznej, ale bez certyfikatu) i ekologicznej jest konkurs, w którego ramach można ubiegać się o dotacje na realizację projektów propagujących rolnictwo ekologiczne i upowszechniających rolę pszczół oraz dzikich zapylaczy w środowisku naturalnym.
Jak dawniej
Rolnictwo ekologiczne to powrót do dawnych, przyjaznych dla człowieka i środowiska metod upraw i hodowli, stosowanych w małych gospodarstwach. M.in. do nawozów naturalnych i nie przemysłowego chowu.
Ekosmak
Samorząd Mazowsza corocznie organizuje konkurs „Smak ekologicznej żywności”. Ma on za zadanie zwiększać wiedzę z zakresu rolnictwa ekologicznego, produktu ekologicznego i pszczelarstwa. Jest skierowany do uczniów szkół podstawowych. Ma on m.in. zwiększać zainteresowanie żywnością ekologiczną i regionalną.
Komentarz:
Janina Ewa Orzełowska, członkini Zarządu Województwa Mazowieckiego (klub TD PSL-PL2050)
Na naszych stołach coraz częściej pojawia się żywność naturalna, oparta na lokalnych surowcach i sprawdzonych recepturach. To efekt rosnącej świadomości konsumenckiej, ale też szansa dla mazowieckich producentów, których wyroby wyróżniają się jakością i zdobywają liczne nagrody. Samorząd Województwa Mazowieckiego wspiera ich poprzez szkolenia, targi i konkursy, w tym Laur Marszałka, promując regionalne produkty i wzmacniając markę mazowieckiej żywności. To także wsparcie dla rozwoju lokalnej gospodarki i zachowania kulinarnego dziedzictwa regionu. Warto wybierać świadomie i wspierać to, co powstaje blisko nas.
Marcin Rzońca, Departament Rolnictwa i Rozwoju Obszarów Wiejskich Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego.
Produkcja ekologiczna w odróżnieniu od konwencjonalnej jest droższa, miewa także krótsze terminy przydatności i mniej atrakcyjny dla oka wygląd. Ale w zamian daje gwarancję naturalności smaku i zapachu oraz śladowych ilości środków chemicznych, konserwujących czy polepszaczy smaku.
