Mazowsze. Serce Polski, nr 4 (96) 2026

Sekret króla instrumentów

Profesor Wiktor Łyjak - zdjęcie przy organach w kościele Autor: Fot. Elżbieta Budnik

– Dobry muzyk grający na organach nie będzie obciążał bez potrzeby poszczególnych dźwięków balastem różnych głosów, tylko wybierze te, dzięki którym muzyka będzie klarowna, przystępna a zarazem wysmakowana – mówi prof. dr hab. Wiktor Łyjak, znakomity instrumentalista-organista, pedagog, rzeczoznawca i autor rozlicznych publikacji z zakresu organistyki.

Maciej Proliński: Jakie są Pańskie pierwsze wspomnienia związane ze sztuką?

Wiktor Łyjak: Moja mama była starszym kustoszem na Zamku Królewskim w Warszawie. Uczestniczyła w jego odbudowie. Miała różne ciekawe historyczne pasje, ale też odkrycia, które pozwalały np. rekonstruować poszczególne wnętrza i pokoje, bo przecież pamiętajmy – ten zamek po II wojnie światowej nie istniał! I na pewno to od niej szło pierwsze zainteresowanie się i „zarażanie się” szeroko rozumianą sztuką, ale też historią sztuki, które przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

A skąd u Pana pasja do muzyki i sztuki organowej?

Ona rodziła się już w podstawowej szkole muzycznej, później rozwijała się w liceum muzycznym, gdzie już byłem wybijającym się uczniem, ale dodam od razu, że tylko z przedmiotów muzycznych. W Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie studiowałem w klasie organów u prof. Joachima Grubicha. Ten wybitny, niestety nieżyjący już od sierpnia zeszłego roku, profesor był nie tyle „organistą”, co muzykiem-artystą. I po prostu uczył jak czuć ten instrument.

Czyli można się tego nauczyć?

Uczą tego mistrzowie. Uczulają muzyków, co można, a czego nie. To jest tak jak z przyprawami. Jeśli gotuje ktoś niedoświadczony najczęściej dorzuca wszelkie możliwe dodatki. W efekcie uzyskujemy coś mało strawnego. Wyrafinowany smakosz i kucharz pieczołowicie dobiera przyprawy. Podobnie wytrawny muzyk grający na organach nie będzie obciążał bez potrzeby poszczególnych dźwięków balastem różnych głosów, tylko wybierze te, dzięki którym muzyka będzie klarowna, przystępna a zarazem wysmakowana.

Organy, nazywane często „królem instrumentów”, pełnią kluczową rolę w tradycji kościelnej, ale i muzycznej. Czy za to je Pan pokochał?

Uwielbiam różnorodność i wszechstronność tego instrumentu oraz jego repertuaru. Jest on  zdecydowanie najszerszy spośród możliwości wszystkich instrumentów, może poza repertuarem fortepianowym, i obejmuje szerokie spektrum stylów i emocji. Istnieje też ogromna różnorodność samych instrumentów, od małych organów kameralnych, ledwie z kilkoma głosami, po wielkie i największe organy z kilkuset głosami!

Dlaczego muzyka organowa ma tak niewielu miłośników?

Muzyka organowa nie przeżywa dziś renesansu, przede wszystkim dlatego, że posoborowa liturgia Mszy świętej nie daje możliwości prezentowania jej skarbów. Upadła sztuka improwizacji, bo po prostu nie ma na nią dziś miejsca w kościołach. Dzieła mistrzów wykonuje się głównie podczas występów, solowych recitali, nierzadko festiwali organowych odbywających się w świątyniach.

A czy zbyt wielu organistów nie utknęło dziś wyłącznie w tym nazbyt sterylnym świecie samych organów?

Izolacja naszego zawodu to problem. Moim zdaniem organiści powinni wyjść z takiego zamknięcia. Powinni się kształcić i wykształcić – to oczywistość. Ale powinni też regularnie odwiedzać muzea, uczestniczyć w koncertach muzyki kameralnej, zaprzyjaźniać się z innymi artystami, czytać literaturę, poznawać architekturę, malarstwo i filozofię, czyli rozumieć historię myśli i sztuki. Czuję potrzebę, by akademia organowego świata otworzyła swoje kościelne drzwi na znacznie szerszy krajobraz obejmujący wszystkie te przywołane elementy. Bo przecież nie mogą być dobrymi organistami ludzie, którzy „nie mają wnętrza” i powiedzmy ogólnorozwojowych potrzeb.

W stolicy grał Pan ponad 30 lat w Kościele Seminaryjnym, a kilka lat w Bazylice Św. Krzyża. Jakie jeszcze cechy wyróżniają dobrego organistę?

Organista musi też uwzględniać specyfikę konkretnego miejsca. Trzeba nieustannie słuchać dźwięku i odpowiadać na panujące warunki. Wiadomo też, że każdy instrument ma walory, ale i słabsze cechy. Dobry organista jest więc w stanie zamaskować niedostatki i wyeksponować przewagi konkretnego instrumentu. Wszystko po to, by muzyka dawała satysfakcję grającemu i słuchaczowi.

Jako ekspert w zakresie zabytków techniki uczestniczy Pan w pracach związanych z rekonstrukcjami zabytkowych organów na Mazowszu. Czym jest ten fach?

Rzeczoznawca w dziedzinie muzyki organowej to ekspert łączący specjalistyczną wiedzę muzykologiczną, artystyczną oraz techniczną, zajmujący się organami piszczałkowymi jako zabytkowymi instrumentami muzycznymi. Moja praca koncentruje się, mówiąc największym skrótem, na ocenie stanu instrumentu, jego wartości artystycznej oraz nadzorowaniu wszelkich prac konserwatorskich, aż do szczęśliwego finału. Odnotujmy, że ostatnimi czasy wiele dobrego w tej kwestii dzieje się na terenie radomskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Ale co ja robię? Na odnowionych organach nagrywam płyty, które świadczą o tym, że ten instrument nie tylko wygląda, ale przede wszystkim gra.

Jedną z takich płyt jest „Organowa modlitwa” nagrana przez Pana wraz z Elżbietą Budnik na zabytkowych organach z 1909 roku w parafii pw. św. Ap. Piotra I Andrzeja w Jedlińsku (pow. radomski).

Szlachetne brzmienie jedlińskich organów, odkryte teraz na nowo, gdyż po 115 latach udało przywrócić się im stan pełnej sprawności – technicznej i muzycznej, skłoniło mnie do umieszczenia na płycie zróżnicowanego materiału. Jest więc oczywiście ponadczasowy Johann Sebastian Bach, od którego nie da się odwrócić albo uciec. A mając za partnerkę Elżbietę Budnik, włączyłem do zarejestrowanego materiału m. in. własne opracowania na dwoje wykonawców – Kanon Johanna Pachelbela i Adagio Samuela Barbera. Nie bez przyczyny na płycie znalazły się także utwory Zbigniewa Słowika – współczesnego polskiego kompozytora i pedagoga, ale również organisty w parafii Matki Boskiej Pocieszenia w Żyrardowie. To w tej świątyni znajdują się okazałe organy firmy Braci Rieger, tej samej, której kilka lat później sprzedano instrument do Jedlińska.

Z końcem 2025 roku w parafii św. Jana Chrzciciela w Tczowie (pow. zwoleński) zakończono prace konserwatorskie przy zabytkowych organach z 1896 roku. Renowacja organów została sfinansowana m.in. ze środków samorządu Mazowsza. Jak zapamiętał Pan to miejsce?

Cieszę się, że mogłem zagrać również na tych historycznych i pięknie odnowionych organach, które znajdują się w jednym z okazalszych kościołów w województwie mazowieckim. Sam instrument jest istotnym elementem tego zabytkowego wnętrza. Organy należą do cennych instrumentów diecezji radomskiej. Ich remont był koniecznością. A dzięki profesjonalnej konserwacji przywrócono oryginalne dźwięki, strukturę instrumentu, i co ważne, zachowano także oryginalne piszczałki. Po Wielkanocy pojawi się moja kolejna płyta inspirowana, w niemałym stopniu, tym właśnie miejscem i tym instrumentem.

Pełny zapis spotkania na: „Halo, tu Mazowsze” – podcast: 

Halo! Tu Mazowsze. - YouTube 

 


UWAGA
Informacje opublikowane przed 1 stycznia 2021 r. dostępne są na stronie archiwum.mazovia.pl

Powrót na początek strony